Alleycaty

Bajkowy Alleypiast

Pruszków, 11.07.2005

» Relacja Grześka

W jaki sposób drogi 10u osób mogą się bezustannie krzyżować podczas całego alleycat'a można się było przekonać na lipcowym alleypiaście. Nie wiem, czy 007, słynny badacz problemu tzw. zdradliwego alliena, udoskonalił już swoje metody skutecznej ucieczki, ale stosowanie ostatnich opublikowanych wskazówek nie dało w moim przypadku żądanego efektu. Ale po kolei.

Po rozdaniu manifestów okazało się, że wszystkie punkty znajdują się wzdłuż linii kolejki WKD, od Tworek po Komorów. Po starcie jednomyślnie zadecydowano, o kolejności zaliczania punktów - wszyscy ruszyli ku ulicy Paproci a więc od Tworek. Prędko uplasowałem się na końcu pościgu, co nie jest szczególnie wygodną pozycją. Odbiłem więc od pędzącej długimi prostymi reszty zawodników. Na tworkowe okolice mostku, który już zdołał się zapisać czarną kartą w historii pruszkowskich imprez rowerowych, dotarłem o dziwo jako pierwszy, ale bystry wzrok błądzącej w pobliżu grupy cyklistów dosięgnął mnie wkrótce i szanse na umknięcie mocnej konkurencji spadły do zera... Następny punkt - przedszkole, Sadowa. Jako najwolniej poruszający się uczestnik wyścigu nie mogłem liczyć niestety na szczęśliwe zastosowanie metody ucieczki wręcz. Starałem się więc możliwie skracać trasę, wybierając skróty i zyskując drobną przewagę, którą jednak prędko traciłem z powodu swojej oszołamiającej prędkości. I tak do przedszkola dojechaliśmy znowu jednocześnie. Następny punkty na Strumykowej, pod domem niejakiego Kwanta zaliczyłem już jako jeden z ostatnich... Młode wilki ruszyły w dalszą pogoń, w odległe okolice pruszkowskiej ul. Marii. Zostałem tylko ja, podeszły wiekiem Dziadek i towarzysz Karol. Trzeba było prędko zmienić taktykę.Przychodzi na myśl metoda rozłożonych rąk w moim wydaniu nieco zmodyfikowana. Na propozycję Dziadka dalszej jazdy wzdłuż Utraty co prawda odmownie podziękowałem, ale ostatecznie wybrałem niemal równoległą trasę - przez pola do szpitalnego parku i wprost na stację Tworki. Tu śmignęła mi rozpędzona zgraja wracających asfaltową Sadową. Ale nie był to ostatni raz kiedy ich widziałem podczas tego wyścigu. Kłopoty zaczęły się w okolicach ulicy Lipowej, skąd należało odbić i śród małych uliczek odnaleźć niejaką Marysię. Tak więc gdy tam dotarłem, błądzący a to studiowali mapę, a to na ślepo poszukiwali celu. Nietaktyczną jazdą bez kluczenia po okolicy przysłużyłem się pewnie kolegom, odnalazłem punkt na ul. Marii. Nie było tu jednak samej bohaterki. Powiadają, że Sierotka poszła w ślady swojej imienniczki z Magdalii. Tak czy owak jej osoba nie przysłuży się już dzisiejszym poszukiwaniom. Pozostawione w tym miejscu wskazówki kierują do niejakiego Piotrusia, być może klienta ubogiej sieroty. Nie jest to jednak po drodze.

Kolejny ślad wiedzie bowiem na ul. Żabią, pogranicze Komorowa i Pruszkowa. Miejsce jak najbardziej odpowiednie na akcję filmu "Relikty wieków średnich". Na końcu tej zabytkowej arterii, w romantycznej scenerii, pogrążona w egzystencjalnej zadumie tkwi zabłąkana postać. I to zdaje się raczej kobieca postać... Dystans 30m pozbawia już wątpliwości co do płci osoby spoczywającej w ów nieugaszony mimo wieczornej pory żar lipcowego słońca - spoczywającej na zbawiennie chłodnej szynie nieczynnego toru kolejki. Tak! Nie ma widać głębszej rozkoszy dla miejscowej ludności jak oddać swe znękane spiekotą dnia pośladki w stalowe uściski kolejowych szyn. W taką właśnie błogą scenerię wjeżdżają nagle ze świata pośpiechu trzy rowery, burząc niedawny spokój. Wyraz wzmagającego się napięcia zmienił twarz siedzącej. Tymczasem nagłe skojarzenie ulicy Żabiej z tą bajkową wprost atmosferą a także pewne szczegóły fizjonomii nieznajomej rzuciły nowe podejrzenie: Szerokie usta, wypukłe oczy, niewielki wzrost i przede wszystkim poza jaką przybrała podpowiadały, że odnaleźliśmy zbłąkaną Szprycheidę w... żabiej postaci! Szczęśliwie pytanie jakie ostatecznie zadałem brzmiało: "Przepraszam, czy to ciebie szukamy?" zamiast "Czy to aby nie nasza żabcia?". Mimo wszystko nie zrobiło ono najlepszego wrażenia na domniemanej księżniczce. Tu dały się poznać jej stanowczo nie dworskie maniery i podejrzenie odnalezienia Szprycheidy ostatecznie upadło: "Koledzy, to nie nasza żaba".

Przeszukując konsekwentnie tereny wzdłuż linii WKD trafiamy - teraz już we czwórkę, gdyż po drodze dołączył późniejszy zdobywca nagrody specjalnej - trafiamy na ul. Leśną w Komorowie. Tutaj podwójna wskazówka: złożyć nazwę ul. z 7u liter ukrytych na Łąkowej w... Nowej Wsi ("marsz" na zachód wciąż trwa!) i zaczerpnąć informacji w pewnym domu na ul. Reja. Łąkowa wskazuje na Filmową. Po drodze odwiedzamy wskazany dom na Reja, na którą dostajemy się krętym przesmykiem między działkami, ale trafiamy tutaj widocznie w środek ogródkowej imprezy, gdyż z mieszkańców wydobywa się tylko nic nieznaczący bełkot o zwyczajach krasnoludków.

Jedziemy na Filmową. Ciągle we czwórkę. I tak pozostanie już do końca trasy, no... prawie do końca. Komorowska ulica Filmowa kieruje do Hollywood albo do przedszkola na Hubala w Pruszkowie. To podobno odpowiednie miejsce dla amatorów bajek. Szyderstwo! Kpina! Powrót do Pruszkowa z konieczności wydłużony zostaje o ominięte wcześniej punkty na Piotrusia i Wandy. Po zaliczeniu ostatniego, dotychczas pokorni towarzysze drogi tak mocno wcisnęli na pedały, że nie było szans na dogonienie peletonu.

A Bajkowy Alleypiast sam w sobie - to zawsze oryginalna trasa i utrwalania dobrych tradycji, wraz ze spóźnianiem się organizatorów... ;)

Grzesiek

Wybierz rok:

Wybierz miasto:

Następny alleycat odbędzie się w przyszłości...
Puchar Alleypiasta
Podsumowanie alleycatów odbywających się w danym sezonie.
Alleycat to nieformalne zawody rowerowe. W tym wyścigu bardziej liczy się spryt niż sprawność fizyczna...