Alleycaty

1945

Pruszków, 12.03.2006

» Relacja Mateusza

Co prawda 1945 to data stosunkowo odległa, ale nie wszystko z tamtego okresu zostało zakończone. Jest 12 III 2006 około godz.19.00. Na skrzyżowaniu Al. Wojska Polskiego i Al. Niepodległości spotyka się grupa rowerzystów. Jest zimno, marzną czekając na organizatora, a następnie jeszcze na kilku rowerzystów. Jeszcze nie są świadomi tego, że za tą 40 min bezczynność będą musieli drogo zapłacić. W końcu wszyscy są gotowi. Mają do wykonania ostatnie zadanie z 1945 roku: uniemożliwienie wywiezienia Niemcom z Pruszkowa tajnych planów cudownej broni... Wszystko dzieję się bardzo szybko: kilka słów organizatora, wspólny start i zaczęła się podróż w czasie. Zadanie jest bardzo ważne, z tego też powodu na wykonanie ruszyło kilkanaście osób. Liczył się przede wszystkim czas, unikanie wroga, działanie w całkowitej tajemnicy i oczywiście głowa na karku.

Ze względu na moją słabą znajomość w terenie, do zadania przystąpiliśmy w dwójkę razem z kolegą. Na uświadomienie sobie, że nie jest już 2006 rok, tylko 1945, wojna i bardzo ważne zadanie do wykonania jest tylko moment przejazdu ze startu na ulicę Parkową 10, gdzie została umieszczona dokładna mapa z okresu wojny. Jak ktoś jeszcze nie pozostawił za sobą roku 2006 to była to ostatnia chwila, aby po otrzymaniu dokładnych planów miasta, skupić się tylko na wyznaczonym zadaniu. Nie ma czasu namysłu, gdyż od strony Helenowa zbliżają się czołgi Pierwszej Brygady, w mieście zamieszanie i wszędzie wyczuwalny jest pośpiech. Trzeba działać szybko bo inaczej Niemcom się uda.

Kolejny punkt to Klonowa, dom "Pawła" (Edmund "Krzywka" Rzewuski). Miejsce ukrycia planów jest ściśle tajne i odnalezienie go będzie polegało na odwiedzeniu członków siatki i złamaniu szyfru. W tajnym działaniu mamy namiar na trzy pierwsze osoby: warszawiankę Kulpową, londyńskiego łącznika i doktora Somera. Niestety po odnalezieniu mieszkania warszawianki Kulpowej okazało się że dotarliśmy tam za późno - kobieta nie żyje, po uderzeniu bomby lotniczej w jej mieszkanie. I gdy już wydawało się, że za późno i całe przedsięwzięcie na nic, jakiś człowiek wciska pierwszą część kodu. W wielkim pośpiechu docieramy do Fabryki Utramaryny, gdzie doktor Somer przekazuje następną część kodu i jeszcze ponagla do szybszego działania. Chwila oddechu, podczas szukania wąskiego przejścia między ulicami Piękną i Traugutta, słono kosztowała. Łącznik karci nas za opieszałość i zdradza kolejnych ludzi z siatki. Gdybyśmy tak mniej myśleli i szybciej działali to może Niemcom nie udałoby się zaminować turbiny i obsadzić posterunek, o czym dowiadujemy się od Franka, przy Elektrowni. Wcześniej będąc na ulicy Grójeckiej ukrył przy kapliczce część kodów. Franek przekazuje nam, że musieli uciekać razem z Romkiem, który czeka na nas koło Kościoła na ulicy 3-go maja. Ale nie wgłębiamy się w szczegóły, tylko koncentrując się na naszym zadaniu pędzimy do Kościoła. Wciąż mamy nadzieję że nam się uda. Od Romka dostaje nam się kolejna reprymenda i od tej chwili zaczynają się "schody". Tracimy grunt pod nogami gdyż zaczynamy myśleć kategoriami XXI wieku. Dawna ulica Grójecka, której błędnie myśląc, szukaliśmy w części południowej mapy, w końcu w pośpiechu nie udało nam się odnaleźć, to dziś ulica Grunwaldzka. I w ten sposób urwała nam się siatka. Zaczęliśmy błędnie podążać za numerkami zaznaczonymi na mapie, które później okazały się być zupełnie nie związane z punktami wyścigu. A czas uciekał. Czyżby Niemcom miało się udać? W poszukiwaniu zgubionego szlaku trafiamy z powrotem pod Fabrykę Ultramaryny, gdzie spotykamy innych tajnych agentów na rowerach. Wspólnie wyruszamy na ulicę Grójecką, którą udało się im zlokalizować. Po uzupełnieniu brakującego kodu, można było wyruszyć w miejsce ukrycia tajnych planów. W szaleńczym tempie podążyliśmy w większej grupce na skrzyżowanie Alei Wojska Polskiego i ulicy Kubusia Puchatka. I tam sprawdziła się stara dobra zasada, że najpierw pomyśl a potem zrób i nie podążaj za tłumem, tylko według własnego zdania. Na miejscu zasadzka, spotkanie z hitlerowcem, huk strzału, ale cudem przeżyliśmy. Patrzymy z powrotem na szyfr - ależ oczywiście to było miejsce dla tych co niewłaściwie je rozszyfrowali. Właściwe miejsce ukrycia planów to Park Bersohna na zbiegu ulicy Parkowej i Różanej. Na metę dotarliśmy półtorej godziny i parę minut po starcie, całe szczęście że innym pokrzyżowanie niemieckich planów zajęło znacznie krócej i zadanie zakończyło się naszym wspólnym zwycięstwem. Gratuluję zwycięzcom.

W alleypiaście brałem udział po raz pierwszy i pragnę podziękować organizatorowi i współuczestnikom ze świetną zabawę. Wszystkich, którzy to przeczytają, gorąco zachęcam do wzięcia udziału w tym nietypowym wyścigu rowerowym. To co jest potrzebne aby się dobrze bawić to rower, mapa (zdarza się, że nieprzydatna) i dobry humor. Dla tych, którzy nie brali udziału w opisywanym przeze mnie alleypiaście, opis ten może być trochę niezrozumiały. Należy go odczytywać w sensie przenośni, jak chociażby: miejsce ukrycia planów - meta, członkowie siatki - poszczególne miejsca, trzeba działać szybko - oczywiście aby wygrać. A cały wątek wojenny został w perfekcyjny sposób wkomponowany w wyścig przez organizatora.

Jest to tylko takie parę słów, aby zachęcić wszystkich niezdecydowanych lubiących jeździć na rowerze, do wzięcia udziału w kolejnym alleypiaście, aby przekonać się na własnej skórze, jak to jest w rzeczywistości.

Mateusz

Wybierz rok:

Wybierz miasto:

Następny alleycat odbędzie się w przyszłości...
Puchar Alleypiasta
Podsumowanie alleycatów odbywających się w danym sezonie.
Alleycat to nieformalne zawody rowerowe. W tym wyścigu bardziej liczy się spryt niż sprawność fizyczna...