Alleycaty

Ćwiartka Alleycat

Pruszków, 16.04.2006

» Ryby głosu nie mają (Relacja Grześka)

Po pamiętnym alleycacie 1945, który ostatecznie zamknął niemiecki rozdział w historii Pruszkowa, w miesiąc po tym wydarzeniu gromadzimy się pod kolejnym po radzieckim czołgu pomnikiem - hołdem Wyzwolicielom. Wyjątkowo wczesna, jak na miejscowe tradycje, pora alleya (godz. 18.00), jak się później okazało, dała duże ułatwienie, gdyż tym razem nie wszystkie punkty były umieszczone w miejscach, które łatwo wypatrzyć po zmroku.

Start. Siedem minut na dostanie się na pl. Jana Pawła II, pierwszy z trzech punktów umieszczonych na manifeście. Tutaj instrukcja odsyła do Komorowa, na skrzyżowanie M.Dąbrowskiej i Starych Lip. Może to gdzieś w okolicach ul.Sokołowskiej (drugiego punktu z manifestu), bo takiej ulicy w Pruszkowie plany nam nie pokazują. Sprytne "niedopowiedzenie" organizatora. Jadę. Przy poszukiwanym znaku STOP spotykam trzech zawodników, a wśród nich znanego z pouczającej rowerowej historii, Aliena. Jego powrót ze stanu spoczynku, tym razem oznaczał, że historia z dramatycznego finiszu z maja zeszłego roku niechybnie musi się powtórzyć. Komu? Przez kogo i na kim ujawni się działanie obecnego znów ducha zeszłorocznego aliena? Ta kwestia wyjaśni się już wkrótce.

Punkt wspomina znów o ul.Sokołowskiej. Rowerzysta Kevin przypomina sobie ją jako przedłużenie Sanatoryjnej i Komorowskiej. Jedziemy we czwórkę. Kolejny długi szosowy odcinek, miejscowość Sokołów i szukana wyspa na jezdni. Jest! Następna wskazówka odsyła do rozkładu jazdy WKD, który razem z informacją z kartki spod znaku STOP w Komorowie, daje kompletny adres: posesja na ul.Szpitalnej. Karteczka, która nam o tym mówi, nieszczęśliwie zawiera słówko Komorów. Szukamy. Szpitalna w Komorowie jednak nie istnieje. Brak jej na mapie, brak w pamięci tubylców. Jeszcze jedno spojrzenie na kartkę i Charakterystyczny błąd zostaje zdemaskowany. Tytuł kartki, pochodzący od miejsca jej umieszczenia, wzięliśmy za część wskazówki - adresu. Tym razem jednak Fortuna była łaskawsza i nie sprowadziła na nas białego busa ani panów w niebieskich mundurach.

Szpitalna w Pruszkowie-Tworkach. Następnym długim dystansem wykończyliśmy kolegę, któremu zawdzięczamy zaliczenie punktu na Sokołowskiej. Dalej radzimy sobie we trójkę. Tworkowska Szpitalna to miejsce, które dopiero zamierza stać się ulicą. Krajobraz placu budowy. Tłuczeń, gdzieniegdzie kostka czekająca na ułożenie. Szpitalna X. W standardowych miejscach nie możemy odnaleźć pozostawionej informacji. Dzwonię. Brak reakcji. Oglądamy sąsiednie działki, ale ani to, ani zeznania przesiadujących w pobliżu nie dały żadnego rezultatu. Dzwonię raz jeszcze. W końcu w oknie zapala się światło i oczom ukazuje się prostoduszna babula - pomyłka. Z okna wyjrzała niby to ludzka twarz, ale ozwała się wyraźnie zwierzęcym szczekaniem. Użyczający głosu mieszkaniec Szpitalnej X po chwili wyproszony został z pokoju i słowa pani domu nagle nabrały treści. Jednak treści te nie mogły być użyteczne. Jeszcze tylko beznadziejne pytanie i proste wyjaśnienie, co do powodu, który stał się przyczyną zakłócenia wielkanocnego spokoju. Babuli zmarszczyła brwi i wyraziła opinię, że chyba za późno na podobną imprezę. Ostatni obchód miejsca i przypadkiem odnajdujemy kartki przymocowane do palety z kostką brukową. Można powiedzieć, że nie rzucały się w oczy przechodniom w tym nadzwyczaj ruchliwym miejscu...

Teraz czas na trzeci punkt z manifestu, przejście nad torami PKP. Pada na wiadukt. Może żeby trochę urozmaicić poszukiwania i poskakać przez odbojnice. Dowiadujemy się o punkcie w bloku na Dębowej, ale najpierw jedziemy na zamknięty przejazd kolejowy w Parzniewie. Część drogi ciemną już ścieżką wzdłuż torów. Przy tym tereny nieco odludne. Znawcy tematu odwiedzin obcych cywilizacji z pewnością powiedzą, że historia zna setki przypadków, gdy w podobnych okolicach pojawiali się pozaziemscy przybysze. Nagle z ciemności wyłoniły się postaci dwóch zawodników, z których pierwszy w roli dobrze mu znanej sprzed roku, drugim był Alien w wydaniu 1/4. Te przypuszczenia potwierdzają się później w ostatecznej klasyfikacji.

Z przejazdu na Dębową jedziemy już asfaltem. Podczas tej jazdy niemrawym tempem składam adres mety, Jasna 2. Trochę szukania bloku numer 4. Pierwsza klatka i oczywiście ostatnie piętro. Teraz kartka rzuca nas na drugą stronę torów. Przystanek PKS przy Przejazdowej i Promyka. Następny odcinek do rozwijania przyzwoitych prędkości. Szkoda, że nie korzystam póki co z takich okazji. Dodatkowe dwie litery do mety nic nam nie mówią. "U" "L." - co to może znaczyć? Tutaj myślenie ostatecznie dokonało swojego żywota. Na szczęście Adam rozwikłał tę trudną zagadkę i Jasna 2 wzbogaciła się o logiczną wskazówkę "ul.". Ostatni odcinek na metę odbył się z przymusowym kilkuminutowym postojem na przejeździe kolejowym. Pociąg towarowy to jednak poważna bariera.

Na metę zajechaliśmy już bez zbędnego pośpiechu. Zaszczytne ostatnie miejsca mieliśmy zagwarantowane. Postanawiam jednak następnym razem wcielić w życie ewangeliczną zasadę o pierwszych i ostatnich!

Organizatorowi gratuluję udanej imprezy i ciekawie zaplanowanej trasy. Do zobaczenia na kolejnym wyścigu!

Grzesiek

Wybierz rok:

Wybierz miasto:

Następny alleycat odbędzie się w przyszłości...
Puchar Alleypiasta
Podsumowanie alleycatów odbywających się w danym sezonie.
Alleycat to nieformalne zawody rowerowe. W tym wyścigu bardziej liczy się spryt niż sprawność fizyczna...