Alleycaty

Alleypiast na wakacjach!

Pruszków, 30.07.2006

» Wakacyjny Pruszków (Relacja Grześka)

Nawet w leniwe niedzielne popołudnie, gdy lipcowe słońce chowa się za szeroką ścianą kamienic ulicy Stalowej, a na zacienione balkony wylegają niewzruszone zastępy posępnych staruszek, nie można ulec złudzeniu i dać się zwieść podstępnej ciszy starego Pruszkowa. Milcząca brama przemówić może nagłym, a twardym słowem.

Pruszków, ulica StalowaPo otrzymaniu manifestów i zapoznaniu się z listą ośmiu punktów w Pruszkowie i okolicach, większa grupa zawodników ruszyła zdecydowanym tempem w górę ulicy. Wyglądało na to, że w zbiorowej świadomości powstała jedna, idealna trasa, być może ta, o której wspominały wskazówki na manifeście? Nie doznając samemu żadnego cudownego olśnienia, postanowiłem tymczasem zdać się na instynkt, który kierował do najbliższego punktu, bloku przy Al. Niepodległości.

I tu przekonałem się, że Pruszków to przedziwne miejsce. Miejsce, gdzie instynkt stadny ma niejako przewagę nad zwykłym instynktem. Odłączając się od stada, jak każą czynić wypróbowane strategie miejskich wyścigów, zaraz za miejscem startu skręciłem w ulicę Mokrą, którą wyjechałem na dobrze znaną Ołówkową. Kolejny krótki odcinek i z satysfakcją opuszczam te legendarne rejony. Ale! Na pożegnanie niespodziewanie poczułem jak twardy przedmiot dosięgnął moich pleców. Zdążyłem tylko odmachnąć stosownym gestem w kierunku stadka ośmiu wesołków dobrze wtapiających się w tamtejszy krajobraz i kolejny zakręt przerwał tę "przelotną" znajomość.

"Kratki" na Al. Niepodległości udało się zdemaskować w miarę sprawnie. Tutaj jeszcze jedno zerknięcie na mapę i kolejność odwiedzanych punktów została w końcu ustalona. Następnym celem miał być słup wysokiego napięcia w pobliżu Utraty, na skwerze im. Piłsudskiego. No i tu zacząłem się błąkać. W końcu sprawdzam słupy w podejrzanie niedostępnych miejscach. Zaczynam już wątpić, że jestem w odpowiednim parku. Wtedy wpadam na pędzącą w kierunku toru kolarskiego Basię. Dowiaduję się, że szukam nie po tej stronie ulicy Prusa. Ponownie przejeżdżam wzdłuż rzeki w kierunku miejskiego stawu. Spacerowicze zorientowali się już, że "to jakieś zawody" i zwalniają miejsce na ścieżce. Wreszcie słup. Odnalezienie tego punktu zajęło mi w sumie 20 minut!

Teraz wracam nudzącą mnie już tą samą trasą wzdłuż Utraty, by dotrzeć do tylnej bramy toru kolarskiego. Miejsce odnalezione bez żadnych problemów, tylko ta instrukcja... która każe mi wracać do mostku kolejki WKD, pod którym przed chwilą przejeżdżałem. Czuję, że od pół godziny kręcę się w tym samym miejscu. Wracam do parku, po drodze zaliczając jeszcze punkt pod mostkiem. W końcu wyrywam się z zaklętego pruszkowskiego kręgu - Lipową i Kolejową jadę do Komorowa.

Skrzyżowanie Wspólnej i Kamelskiego. Tutaj spotykam grupkę zawodników, szukającą "Pagórka" na pobliskiej Słonecznej. Wspólnie zaliczamy punkt na skrzyżowaniu, a potem przyłączam się do "przeszukiwania" ulicy. Jednak nic, co można by posądzić o związki z tajemniczym "Pagórkiem", nie znajdujemy ani na ulicy, ani w jej pobliżu. Zbiorowy błąd udało się ujawnić dopiero dzięki pomocy Kemota, który stwierdził, że jesteśmy w złym miejscu.

Ze Słonecznej w Granicy jedziemy na Słoneczną w Komorowie. Na tym dłuższym odcinku zdążyliśmy rozbić naszą tymczasową grupkę. Po drodze zaliczam punkt na Al. Starych Lip, przystanek autobusowy, gdzie dowiaduję się o kolejnym punkcie, nie umieszczonym na manifeście. Przypominam sobie, że właśnie tego punktu dotyczyły przestrogi 007. Decyduję jednak jechać najpierw na "Pagórek", a pobliskie "Jeziorko" odwiedzić w drodze powrotnej. Widok rozpędzonego agenta mówi mi, że fatalny pagórek musi być tuż tuż. Jest! Ale co tu ukrywać - to zwykła zwałka...

Teraz wracam w rejon przystanku, od którego 300m na południe znajduje się zjazd na ulicę prowadzącą do jeziorka. Jest tu już Basia, ale okazuje się, że nie odnalazła jeszcze punktu. Przez chwilę zdaje mi się, że znowu będę błądzić. Jedziemy jednak do końca drogi i z daleka zauważamy znajome karteczki.

Przede mną dłuższy dystans, do Reguł. Nowa nawierzchnia na całej czekającej mnie trasie :] Pędzę do Pęcic Kasztanową, dojeżdżam do krzyża niedaleko Utraty i małe zaskoczenie - dalsza droga jest zamknięta. Właśnie kładą ostatnią warstwę asfaltu... Cóż robić. Nie szczędząc gum ruszam po parującej drodze. Dziwne wrażenie, gdy asfalt pod kołami wydaje "dźwięki świeżości".

Park w Regułach. Należy szukać na mostku. Sprawdzam pierwszy... Nie ma. Chcę jechać dalej, ale ktoś siedzący na ławce woła mnie. Okazuje się, że tym razem kontrolne kartki przechwyciły uczciwe jednostki. Wykazały przy tym zainteresowanie wyścigiem, ale na ogólne "Opowiedz nam o tym" nie znalazłem krótszej odpowiedzi jak adres niniejszej strony :D

Wracam do Pruszkowa. Kolejny szosowy odcinek - Al. XX-lecia do samego Pruszkowa, potem ulicą Poznańską na Żbików. Jadąc wzdłuż Utraty trochę niewygodną ścieżką, szukam mostka, który wybrali organizatorzy. Później tereny stają się znów pruszkowsko nieprzyjemne. W końcu udaje się odnaleźć odpowiedni mostek - aż na wysokości ulicy Wiśniowej.

Zabieram kontrolną kartkę i jadę tą właśnie Wiśniową w kierunku Promyka. Adres podany przez organizatorów nie był jednak przypadkowy. Działki o wskazanym numerze nie ma w miejscu, na które wskazywałaby standardowa kolejność numeracji. Krążę chwilę po okolicy, ale w pobliżu niczego nie znajduję. W końcu w miejscu, w którym według największego prawdopodobieństwa powinien znajdować się dom o odpowiednim adresie, znajduję słup, do którego najwyraźniej kiedyś było COŚ przymocowane. Nauczony doświadczeniem znikających kartek kontrolnych, dzwonię to Kemota. Moje czarne przypuszczenie zostało jednak szybko odrzucone przez organizatora, gdyż jak się okazało alleycat'owy drut powinien być w zielonej osłonce. W tym czasie na Promyka przyjechał również 007. Kontrolujemy jeszcze jakiś podejrzany wjazd na lekko zaniedbaną działkę, ale nie znajdując żadnego śladu, przesłuchujemy napotkanego staruszka, którego wygląd zdradzał, że kryje w sobie tajemnicę zagubionego domu. Przyparty do płotu wyjawia lokalizację poszukiwanej kamienicy, wraz z listą jej mieszkańców. Okazuje się, że należy zajechać jakby od tyłu Promyka. Jedziemy, a roztrzęsionego staruszka puszczamy wolno. Po chwili okazuje się, że stary mówił prawdę. Jest kamienica. Na zderzaku zaparkowanego tu przed laty stara odnajdujemy znajome karteczki. Dowiadujemy się o ostatnim z punktów.

Ulicę Inżynierską znajdujemy bez problemu. Dalej każdy z nas jedzie w swoim kierunku. 007 wraca nad jeziorko do Komorowa, ja na metę, która według adresu złożonego z wszystkich zdobytych kartek znajduje się przed kościołem przy placu Wyszyńskiego.

Tę ostatnią drogę pokonuję przez kładkę przy stacji PKP, ulicą Chopina do Al. Niepodległości i Wojska Polskiego aż do Plantowej.

Na mecie przywitało mnie liczne grono tych, którzy dobili do niej wcześniej, chociaż jak się później okazało, większość z nich nie zaliczyło wszystkich punktów. W rezultacie sklasyfikowany zostałem na drugiej pozycji, co jest najlepszym dowodem na to, że alleycat został przygotowany znakomicie :D Serdeczne dzięki zawodnikom za świetną zabawę a Magdzie i Kemotowi za jej zorganizowanie. Wielkie dzięki także Basi, która pomogła w odnalezieniu się na skwerze Piłsudskiego.

Do zobaczenia na następnym alleypiaście!

Grzesiek

Wybierz rok:

Wybierz miasto:

Następny alleycat odbędzie się w przyszłości...
Puchar Alleypiasta
Podsumowanie alleycatów odbywających się w danym sezonie.
Alleycat to nieformalne zawody rowerowe. W tym wyścigu bardziej liczy się spryt niż sprawność fizyczna...