Alleycaty

Powrót Mrocznego Kosiarza

Pruszków, 18.11.2006

» Morderca Rity powrócił... - relacja Grześka

Pruszków - Tworki. Zimowy wieczór, styczeń 2005. Młoda dziewczyna, znana w branży rozrywkowej pod pseudonimem Rita, zostaje w okrutny sposób zamordowana, a jej ciało, porzucone w lubieżnej pozycji, znaleziono przy mostku nad Utratą. W efekcie pośpiesznych działań, których inspiracja nie jest zupełnie jasna, rzekomy morderca, doktor Frank ze Szpitala Psychiatrycznego w Tworkach, zostaje ujęty w niespełna dwie godziny od popełnienia zbrodni.

Luty 2005. Pruszków i okolice obiega niepokojąca wiadomość o serii morderstw, jakie miały mieć miejsce w różnych rejonach Pruszkowa. Miasto opanowuje panika. Tymczasem policja dementuje wszelkie informacje o kryminalnych zgonach: "16 stycznia nad rzeką Utratą znaleźliśmy zwłoki kobiety, która pośliznęła się i wpadła do wody." Rita musiała więc być wyjątkowo pechową osobą, skoro potrafiła utopić się w płytkich wodach Utraty. Po sprawnej akcji uświadamiającej w stołecznej prasie ("Nożownik, którego nie było", GW, 28.02.2006) i lokalnej telewizji, sprawę domniemanych morderstw udało się prędko wyciszyć.

Listopad 2006. Morderca Rity powrócił... Seria kolejnych morderstw wstrząsnęła mieszkańcami Pruszkowa. Ten sam charakter zbrodni, to samo ułożenie ciała. Wróciły dawne wątpliwości. Tym razem niepokój ogarnął również stróżów prawa. Na fali trwających od roku licznych kontroli, Prokuratura Okręgowa zarządziła wznowienie śledztwa w sprawie głośnego zabójstwa prostytutki w Tworkach. Przebywający w zakładzie karnym na Rakowieckiej lekarz psychiatrii Samuel Frank po blisko dwóch latach odzyskuje nadzieję na wolność.

Tymczasem dynamizm działań mordercy przybiera na sile. W obliczu zastanawiającej bezsilności organów ścigania i w poczuciu własnej pomyłki sprzed lat, agent zerozeroseven podejmuje się przeprowadzenia - tym razem już całkowicie niezależnej - akcji.

18 listopada o symbolicznej 18:11 dwudziestu jeden tajnych śledczych gromadzi się, podobnie jak w dniu dokonania pierwszego morderstwa, na placu Jana Pawła II. Zadanie: na podstawie zdobytych przez kierującego akcją materiałów zlokalizować miejsca ostatnich ośmiu morderstw, przeszukać je i znaleźć psychopatycznego mordercę.

Cała grupa rusza ku Mrocznej Strefie, między Jerozolimskimi i Poznańską. Zmasowany atak następuje z obydwu stron. Wśród krzaków i uschłych traw odnajdujemy wypalone miejsce. Ktoś zdążył się już zatroszczyć o zatarcie śladów. Jedynie płonący znicz domaga się pomsty popełnionej w tym miejscu zbrodni.

Badanie kolejnych punktów wymaga podziału rowerowej grupy. Większość decyduje się na okolice ulicy Jarzębinowej, ja jadę na Żbików. Widzę tylko jednego cyklistę, który dokonał podobnego wyboru, to Kosu. Jednak migoczące czerwone światło prędko ucieka w dal nieprzebytej Poznańskiej. Tymczasem odbieram telefon od zerozerosevena: o 19:30 mam się stawić w miejscu o podanych współrzędnych (wstępnie oceniam na Tworki), gdzie według najnowszych informacji może pojawić się poszukiwany. Zaaferowany nagłą wiadomością dojeżdżam aż do Żbikowskiej - za daleko. Wracam do strumienia, nad którym powinna znajdować się feralna kładka, gdzie odnaleziono ciało staruszki, której nie udało się wrócić z listopadowego nabożeństwa za zmarłych. Odnajduję wąską dróżkę wzdłuż strumienia. Prędko robi się na tyle ciemno, że mam problem z utrzymaniem się na ścieżce. Po prawej widzę posępne mury żbikowskiego kościoła. W końcu gubię twardy grunt i wjeżdżam na zarośnięte pole. Wokół robi się jakoś dziwnie... Widzę tylko gęsty mrok, a po twarzy przebiega mi uczucie nieprzyjemnej wilgoci. Nagle słyszę niewyraźne nawoływania. Po chwili z ciemności wyłania się osobnik z czołówką. To znów Kosu! Co za ulga. Okazuje się, że już odnalazł miejsce, w którym wyzionęła ducha nieszczęsna leciwa niewiasta. W tym zadaniu pomógł zresztą znicz pozostawiony tu chyba przez pozgonnie wierne koleżanki z kościelnej ławki. Przeczesujemy okolicę w poszukiwaniu śladów zbrodni. Zresztą, policja powinna była uczynić to wcześniej. Mimo wszystko odnajdujemy zagadkową karteczkę ze znakiem trupiej czaszki. Niesmaczny dowcip?

Gdzie diabeł mówi dobranocOrientujemy się, że prędko zbliża się godzina, na którą w okolicach Tworek zaplanowano zasadzkę na nieuchwytnego mordercę. Spiesznie kierujemy się więc w stronę ulicy Kowalskiego, która powinna być gdzieś w pobliżu żbikowskich glinek. Prowadzi Kosu, który w tych okolicach czuje się znacznie lepiej. Ścieżką, którą zamierzała dalej kroczyć niefortunna niewiasta, wydostajemy się z przeklętych i ciemnych rejonów. Na Żbikowskiej zaczepiamy pewną miłą panią, która podobnie jak my porusza się na rowerze. Musieliśmy chyba zrobić nieprzyjemne wrażenie, bo miłej pani nagle odjęło mowę, poszerzyło źrenice i dodało pary w nogach. Nie dając jednak za wygraną, zdążyliśmy jeszcze zadać pytanie "czy droga po prawej to ulica Rysia". "Tak, tak..." - wybełkotała nieświadomie i zniknęła. Tak, tak! Taki terror wprowadził ten bezwzględny zabójca, że nikt już nikomu nie ufa. Zalękniona cyklistka brzydko nas okłamała, co okazało się, gdy dojechaliśmy do niejakiej "Żytniej", której brak w Pruszkowie. Stery ponownie przejmuje Kosu. Wracamy na żwirową Żbikowską, która miała być Rysią. Trochę odczuwa się zmianę jakości jazdy. Największe problemy ma przewodnik. Zaparowane okulary plus zupełna ciemność plus gęste dziury to ostatecznie mocne uderzenie, po którym czołówka doznaje półobrotu i przyświeca prosto w oczy. W pewnym czasie poruszania się w zupełnych ciemnościach, poobijany Kosu rozpoznaje szukaną Kowalskiego. Po jakichś czterystu metrach jazdy w tej bezludnej okolicy, z prawej strony drogi przez gołe gałęzie samotnego drzewa przebija się przerażające pomarańczowe światło...

Trzecie miejsce zbrodni. Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Dokładne oględziny i znów ten sam znak: trupia czaszka. Nie ma czasu na dalsze poszukiwania, zostało tylko piętnaście minut na dostanie się do Tworek. Kosu sprawnie wyprowadza nas z rejonów będących pod kontrolą sił nieczystych, by wjechać w bardzo oryginalną ulicę Narodową. Można by przypuszczać, że to stąd wywodzi się nasz psychopata. Jednak zapewnienia kolegi śledczego, że styl działania jego sąsiadów zdecydowanie odbiega od zachowania zabójcy Rity, przekonały mnie, że mordercy trzeba szukać gdzie indziej. Dalej przy prosektorium Szpitala Kolejowego, do którego owego zimowego wieczoru doktor Pavulon odwiózł spiesznie ciało Rity, a potem 3-go Maja do kładki nad torami, Majową i Jerozolimskimi do Tworek.

Szpital Tworki. Na jego 57 hektarach rozgrywały się rozmaite historie, również i te kryminalne. Punkt podany przez zerozerosevena identyfikuję bez problemu. Ruiny budynku na obrzeżach szpitalnego parku. Do niedawna leżał tam także 126p w stanie podobnego rozkładu, co nieruchomość, do której zmierzamy. W jakim celu? Otóż:

Jedna z zaprzyjaźnionych szpitalnych pielęgniarek doniosła o mężczyźnie, który co wieczór, dokładnie o tej samej porze błąka się w okolicach cmentarnego prosektorium i w pobliżu Utraty. Informację tę szybko sprawdzono. W pobliskich ruinach niewielkiego budynku znaleziono zakrwawione narzędzia rolnicze... Postanowiono więc urządzić zasadzkę w Tworkach.

Bramą główną wjeżdżamy na teren szpitala. Stare ceglane budynki oświetlone niespokojnym pomarańczowym światłem potęgują nasze zdenerwowanie. Przejeżdżamy przez cały teren szpitalnego parku, mijając między innymi pawilon VIIIB, w którym - z tego co widać po nowych szybach i kratach - zdążono już po niedawnej ucieczce przeprowadzić niezbędne remonty oraz ulokować nowych pacjentów. Cmentarz przyszpitalny z prosektorium omijamy z lewej strony. Dojeżdżamy do bramy na stawy rybne w Pęcicach i skręcamy w kierunku Malich. Po dwustu metrach docieramy do celu.

19:27. Czekamy w ukryciu, z nadzieją, że dotarliśmy na czas. Cisza. Od stawów znów zalatuje nieprzyjemną wilgocią. Nagle ze strony Tworek daje się słyszeć szelest deptanych liści. Kroki stają się coraz wyraźniejsze. Nikogo jednak nie możemy dostrzec. Naraz naszym oczom ukazuje się przerażający widok. Czarna postać dzierżąca w swym ręku zakrwawioną kosę. Zaskoczeni oddajemy po jednym strzale. Niecelnie. Zamaskowana postać wyciąga w naszym kierunku swą długą białą rękę - "Do zobaczenia w krypcie!", po czym widzimy błysk kosy i ciemna sylwetka szybko znika w pobliskich zaroślach.

Mroczny Kosiarz

Ko...ko...ko...Kosiarz! - stwierdzamy odzyskując świadomość. Podjęta przez nas próba odnalezienia Kosiarza w mrocznym szpitalnym parku zakończyła się niepowodzeniem. Może ukrył się w jednym z magazynów? Może zbiegł na teren stawów? Może obserwuje nas z ukrycia?

Czas kontynuować penetracje miejsc zbrodni. W okolicach podpiastowskiej Jarzębinowej, której kształt nie wiedzieć czemu okoliczna ludność powiązała z diabelską podkową, ma znajdować się "kamień nieczystej mocy", przy którym odkryto ciało z fatalnej serii. Przebijamy się do ulicy Grunwaldzkiej. Przy Tesco mijamy policję i żywo dyskutujących kierowców dwóch pozginanych aut. Do Jarzębinowej zamierzamy dotrzeć od Morskiej, jednak tu brak przejazdu. Wracamy do Grunwaldzkiej i do zagubionej ulicy przebijamy się przez zarośniętą łąkę. Jest kamień! A na nim płonący znicz. Odnajdujemy trupią czaszkę i prędko opuszczamy przeklęty krąg Jarzębinowej.

Następnym celem są tereny zakładów w Ursusie. Punkt na trasie, którą codziennie pokonuje Kosu. On więc prowadzi. Szosowe odcinki. Tysiąclecia, Warszawska, Orłów Piastowskich, Czerwona Droga -> Zakłady. Wymarłe przemysłowe tereny wywierają przytłaczające wrażenie. Autostradowym Posagiem Siedmiu Panien zbliżają się dwa niezidentyfikowane światła. Okazuje się, że inna znajoma ekipa śledcza również przeszukuje Ursus. Dojeżdżamy do jednej z bocznych dróg zakładowych i orientujemy się, że przejechaliśmy skręt w lewo. Trzeba wrócić do torów kolejowych. Łamane płyty betonowe, kawałki asfaltu, szkło, zwałki ziemi - tak wygląda teraz trasa wzdłuż torów zakładowych prowadzących do kolejnego punktu. Po przejechaniu trzystu metrów można już dostrzec nieruchome światła rowerów. Oto i nasz cel. Na wyłożonym płytami chodnikowymi szerokim placu odnajdujemy tajne wejście do kanału. Takie otoczenie musi być najprzyjemniejsze Mrocznemu Kosiarzowi. Pobieżne oględziny ujawniły następne narzędzia zbrodni - trzy sierpy i tasak - w stanie wskazującym na niedawne użycie. Zabezpieczamy śmierć niosące narzędzia i spiesznie żegnamy kwaterę mordercy.

Wracamy na Czerwoną Drogę, by odnaleźć ulicę Przejazdową na Ursusie-Gołąbkach. Dojeżdżając do torów PKP, zatrzymujemy się na chwilę - dzwoni błądzący po Zakładach Mechanicznych agent Kaczor. Tymczasem nadjeżdża najmocniejsza grupa tej sobotniej akcji. Osiem osób jadących zrównoważonym tempem od strony cmentarza. Zaskakujący widok. Ruszamy dalej, na poszukiwanie samotnego krzyża. Znowu bezludne tereny. Mijamy cmentarz, a za nim ledwie dostrzegalnym kształtem zarysowuje się wysoki drewniany krzyż. Krążą już wokół niego śledczy Alien i Adam, na różne sposoby próbując odczytać niewyraźny napis na poziomej belce. Nawet złączona siła czterech świateł niewiele ułatwiła to zadanie. Przestroga wyryta na krzyżu brzmi: "Ratuj duszę swoją!". Drugi raz nie trzeba powtarzać. Już mnie tu nie ma...

Ostatni ślad prowadzi do popegeerowskich Reguł. Po rozmaitych narzędziach rolniczo-zbrodniczych, z jakimi Kosiarz jest zaznajomiony, można podejrzewać, że wiejskie tereny są mu domem. Wracamy do Orłów Piastowskich, a potem Keniga, Orląt Lwowskich, przez tory i Kajetańską do Regulskiej. Kawałek spokojnej prostej, żeby przygotować się na przeżycia w być może rodzinnych stronach zbrodniarza z kosą. Półtora kilometra i skręcamy w Wiejską. Park majątku w Regułach tonie w mroku. Kosu znów dotkliwie tego doświadcza, gdy najeżdża na nieukończoną wybrukowaną ścieżkę. Takie miejskie aspiracje parku w Regułach. Jednak zaraz za wąskim strumieniem następuje zdecydowana odmiana. Nad uschłymi trawami pól unoszą się złowrogie mgły. Ciężka wilgoć osiada na twarzach (albo to zimne stróżki potu dają takie wrażenie). W tym miejscu jeszcze niedawno stał komin. Nikt nie wie, jak wiele tajemnic Mrocznego Kosiarza uleciało wraz z dobywającym się z jego wnętrza dymem. Sprawdzamy pole w poszukiwaniu jakichś śladów. Komina co prawda już nie ma, ale być może uda się nam znaleźć miejsce ukrycia popiołów. Po dłuższej chwili odkrywamy kamienną płytę wgłębi pola. Z trudem odsuwamy potężny kamień. Naszym oczom ukazuje się szara zawartość grobowca.

Makabryczne odkrycie mobilizuje nas, by jak najprędzej dotrzeć do umówionego miejsca spotkania z koordynującym akcję agentem zerozeroseven. Kryminalne tereny opuszczamy ulicą Okopową - najkrótszą drogą do kwatery dowództwa w Piastowie.

Mroczna tajemnica seryjnego mordercy z Pruszkowa została zdemaskowana. Czy jednak wystarczy to do zidentyfikowania i schwytania groźnego psychopaty? Finału historii wciąż brak...

Grzesiek

Wybierz rok:

Wybierz miasto:

Następny alleycat odbędzie się w przyszłości...
Puchar Alleypiasta
Podsumowanie alleycatów odbywających się w danym sezonie.
Alleycat to nieformalne zawody rowerowe. W tym wyścigu bardziej liczy się spryt niż sprawność fizyczna...