Alleycaty

Alleypiast tropem MC

Ursus, 12.03.2008

» Relacja Grześka

Kiedy w niedzielę 9 marca świat obiegła niespodziewana wiadomość o zbliżających się narodzinach na Starym Ursusie, astrologowie nie mieli wątpliwości, że wydarzenie to zapisze się w historii sportów rowerowych pogrubioną czcionką. O wyznaczonej godzinie we środę 12 marca na rogu Opieńskiego i Plutonu Torpedy w Ursusie zgromadzili się więc przedstawiciele cyklistów, by przywitać oczekiwaną znakomitość. Jakież było zaskoczenie, gdy nieco po 22:00 naszym oczom ukazała się młoda postać w pełnym wyposażeniu rowerowym. Odbierający poród Obywatel GC relacjonował później, że Maciek (gdyż to szlachetne imię miał nosić nowonarodzony) zaraz po urodzeniu gestami zrozumiałymi jedynie dla matki domagał się bidonu, a po wykonaniu paru ćwiczeń rozgrzewających młode lecz już wyposażone w SPD kończyny dolne, był już gotowy do pierwszej jazdy!

Jego pojawienie się wywołało szok. Po pierwszym wrażeniu, jakiemu towarzyszył całkowity bezruch i zupełna cisza, przyszedł czas na żywe gestykulacje, pokazywanie palcami i głośne komentarze. Nagle wśród ogólnego zgiełku ktoś krzyknął "To jest wyścig!", co w tamtej sytuacji nie wiedzieć czemu zabrzmiało wyjątkowo groteskowo. Jakby znikąd pojawiły się również takie słowa jak "pomiar czasu", "podpisy", czy "kotłownia". Kompletną konsternację wywołało jednak słowo "start". Wśród powszechnego osłupienia Maciek dosiadł tymczasem ostrego koła, wprawnym ruchem wpiął buty w zatrzaski i pojechał w górę Opieńskiego. Wiedzeni instynktem jedziemy za nim.

Na razie nic nie potwierdza pogłosek o rzekomym wyścigu. Jedziemy kupą, nie bardzo wiedząc dokąd. W dodatku już po stu pięćdziesięciu metrach, idąc za przykładem Maćka, zatrzymujemy się przy budynku kotłowni. Tutaj nasz przewodnik, być może pod wpływem jakiegoś impulsu, rzuca bryłką węgla w niedalekie okno. Dźwięk tłuczonego szkła pobudził dziesiątkę innych bryłek do ataku na pozostałe szyby. Idąc dalej za przykładem Cudownego Dziecka pobieramy po kartce pozostawionej niedaleko ogrodzenia i zgodnie z zawartą tam instrukcją kierujemy się do Parku Achera. Okazuje się, że jadąc na skróty, przez osiedlowe ścieżki to całkiem blisko. Znów jedziemy kupą, a po dojechaniu do miejskiego stawu grupa jeszcze bardziej się integruje. Teren jest dosyć rozległy, a potencjalnych miejsc ukrycia instrukcji nieskończona ilość. Nieoczekiwanie tworzy się coś w rodzaju wyścigu na okrążenia. Jeździmy wokół stawu, cały czas wyglądając karteczek. Przy okrążeniu czterdziestym ósmym ktoś z peletonu zlitował się w końcu: powietrze przeszył ostry dźwięk hamulców i zapach spalonej gumy, oznajmiający zlokalizowanie alleypunktu.

Tym razem jedziemy na Górkę przy skwerze między Spisaka i Drzymały. Nie znając nawet celu, jadę za grupą. Przebijamy się przez park, do ścieżki rowerowej wzdłuż Walerego Sławka, gdzie nasi już byli i... chwilowo zostali załatać dętkę. Bohaterów Warszawy do Placu Tysiąclecia, a potem już nawet nie pamiętam trasy - ocknąłem się przed zwałką ziemi. Tu znów pobieramy karteczki i po odczytaniu kolejnego celu (okolice wiaduktu nad Cierlicką) łapiemy przewodnika. Maciek zdecydowanym tempem jedzie przez park i zdążył się już zdystansować od grupy, która w tym momencie nie była już w pełnym komplecie. Na skrzyżowaniu ze Spisaka ktoś krzyknął: "Na wiadukt w lewo". Była to skuteczna zmyłka. Przekonaliśmy się o tym, gdy po dwóch kilometrach zamiast torów PKP zobaczyliśmy Aleje Jerozolimskie. Tuż przed Alejami mijamy Maćka, który też widocznie chciał wydłużyć trasę, bo w sumie, któż by nie chciał - do północy zostało jeszcze półtorej godziny. Zawracamy. Tym razem zerozeroseven, który prowadził, zwiększa tempo. Za nim Lewan. Ja spokojnie trzymam trzydziestkę, która miała być tematem przewodnimwieczoru. Za mną Rafał i DNF, których jednak złapały światła na Kompanii Kordian.

Wjeżdżamy na wiadukt, czyli wprost na stację PKP. Błądzimy w okolicach peronu. Tak się zwykle kończy niedokładne czytanie karteczek. Chwila zwątpienia przyszła jednak szybko i po konsultacji z instrukcją staje sie jasne, że powinniśmy wracać POD wiadukt. Schodzimy więc po schodach i tutaj z jakichś niejasnych powodów większość przejechała na drugą stronę torów, w kierunku Zakładów. Bolejąc nad tym, że nikt nie zechciał towarzyszyć mi w poszukiwaniach Maćka, skierowałem się wprost do sklepu z ubrankami dla dzieci, mając na uwadze fakt, że młodzież rosnąca w dzisiejszych czasach w oszołamiającym tempie, potrzebuje wyjątkowo często zmieniać odzienie. Obok wybitej szyby znalazłem tu informację o następnym punkcie - kortach przy Alei Bzów.

Postanowiłem skorzystać z pomocy miejscowych. Wypatrzyłem z tłumu zgrabną sylwetkę tenisistki.
- Aleja Bzów? - pytam pokazując mapę.
- Sosnkowskiego? - dostaję pytanie zwrotne.
Rzeczywiście, zdaje się, że nie ma jej na moim planie. Jednak po wskazówkach, w których padło między innymi o Kompanii Kordian przypominam sobie pierwszy alleycat w Ursusie, w marcu 2004, i punkt na Stadionie Komunalnym. To musi być tam! Skręcam w pierwszą lepszą, która okazuje się zagubioną Sosnkowskiego. Potem Kompanii i Aleja Bzów. Wszystko w porządku.

Kolejna instrukcja każe wracać na Cierlicką. Jadę znów tą samą trasą, na rogu Alei Bzów mijając jeszcze DNFa z Lewanem. Jestem. Dawna drukarnia w okolicach kościoła. Tutaj w barwnych latach dziewięćdziesiątych powielały się zakazane treści. Ich autorzy zostali jednak schwytani, a szalone szkolne życie jednego z warszawskich liceów powróciło do dawnych standardów.

Następnie przez Plutonu Torpedy i Sosnkowskiego jadę samotnie na boisko koszykówki przy SP14. Z rozpędu objeżdżam szkolny teren dookoła, nim trafiam na grupę szturmową, która właśnie z sukcesem kończyła akcję. Dzięki wspaniałomyślności grupy T.Pietrzyka oszczędziłem sobie trudów skakania przez płot. Podczas gdy moi dobroczyńcy rozważali położenie ulicy Rakietników, ja na oślep pcham się w stronę Sosnkowskiego (ta ulica niepodzielnie rządzi dzisiejszego wieczoru).

Interes pana Pindora został tak szczegółowo opisany, że nie sposób było go przegapić nawet wśród ursusowskich blokowisk. Na miejscu krąży już tajemniczy Maciej, razem z trójką innych zawodników: Brzozą, zerozerosevenem i kolegą, którego pseudonim umknął mi pod wpływem licznych emocjonujących zdarzeń. Chwytam kartkę i nie czytając gonię przewodnika. "Pirs, pirs?... Pirx!". Hotel na Regulskiej. Sosnkowskiego -> Kompanii Kordian. Zerozeroseven najwidoczniej przeczuwając lokalizację kolejnego punktu kieruje się w stronę Piastowskiej. Reszta za Maćkiem! Opis z instrukcji odnośnie tego punktu jest zastanawiający. Dość powiedzieć, że budzi podobne skojarzenia, jak alleycatowy punkt Planeta (Owiec) w Komorowie.

Czas jednak wybrać się do Piastowa, by na Mazowieckiej odwiedzić jedną z licznych kwater Szkolnego Ruchu Oporu. Nie wiadomo, co tak naprawdę mnie zgubiło - nagła dezorientacja, czy tendencje separatystyczne, fakt że wybrałem trasę przez wiadukt, Jagiełły i Warszawską. Ta nie najkrótsza i niezwykle nużąca trasa zachwiała we mnie poczucie czasu i przez obezwładniającą senność mało pozytywnie odbiła się na prędkości. W czasie tego długiego odcinka zdążyłem dokładnie obejrzeć mapę i upewnić się, że Mazowiecka jest na piastowskim "osiedlu regionalnym".

Na Mazowieckiej popełniam błąd nie wywołując Państwa H&M, tylko kierując się następną wskazówką jadę od razu na WKD Malichy. Na Krakowskiej, która w tym czasie na odcinku przy kinie odarta była z asfaltu, mijam zerozerosevena. Przede mną natomiast pustki. Wybieram drogę tunelem przy dworcu, Harcerską i przy Stomilu. Na przystanku WKD zupełne zaskoczenie: ekipa kucharzy i gar z parówkami. Nie czekając jednak aż kasza manna dostatecznie spęcznieje jadę do przedszkola na Sadowej. Po wyjechaniu na prostą widzę na punkcie w oddali dwóch zawodników. Zaraz okaże się, że to Ten, którego tropem podążaliśmy od przeszło godziny wraz z niestrudzonym krzewicielem idei nocnego roweru. Przedszkole odsyła na metę - Sadową 302bis, gdzie w mieszkaniu numer 50 Mistrz Ceremonii wraz z swoją świtą przyjmował na dorocznym Balu Pełni Księżyca.

Czas stop!

Życzenia dla zwycięskiego jubilata Maćka!
Podziw dla organizatora Grześka!
Podzięki dla sztabu współpracującego!

Czołem!

Grzesiek

Wybierz rok:

Wybierz miasto:

Następny alleycat odbędzie się w przyszłości...
Puchar Alleypiasta
Podsumowanie alleycatów odbywających się w danym sezonie.
Alleycat to nieformalne zawody rowerowe. W tym wyścigu bardziej liczy się spryt niż sprawność fizyczna...