Alleycaty

Poszukiwanie skarbu

Pruszków, 25.04.2009

» Skarby Pinocheta

Być może wieści o skarbie Pinocheta ukrytym w Otrębusach nie robią na tobie najmniejszego wrażenia. Wszyscy przecież słyszeli o "oszczędnościach życia" chilijskiego generała i o jego przyjaciołach z Pruszkowa. Jest jednak w alleycatach firmowanych przez Magdę coś, co wymyka się standardowej logice i zapewne raz na zawsze pozbawi cię wiary w znajomość swoich terenów.

8 punktów podstawowych i 2 bonusowe. Wygrywa ten, kto pierwszy odgadnie metę i dotrze do skarbu. Start! 18 rowerów poderwało się w kierunku liceum Zana. No, może jednak nie wszystkie, bo jak się nagle okazało jeden z nich w jakiś tajemniczy sposób złapał gumę... Podczas gdy wczytuję się w treści z manifestu, trwa gorączkowe i jakby trochę chaotyczne łatanie dętki. Zostawiam Górę z jego rozkręconym rowerem razem z Kosem i DNFem, którzy pomagają przywrócić życie temu zdefektowanemu pojazdowi. Później dowiedziałem się, że dzięki dalszym staraniom udało się im złamać wentyl i w akcie ostatecznej desperacji dopasować dętkę 26 do koła 28 cali. Podziwiam za upór!

Pruszkowski Zan. I prawie cała ekipa, która uciekła mi ze startu przy Sportowej. Połowa z nich to zresztą absolwenci tej cudownej uczelni. Poszła plotka, że pod liceum ukryto chilijskie kosztowności i od razu znalazł się nabywca na grunt. Czy to prawda, trudno powiedzieć. W każdym razie ekipie Alleypiasta nie udało się znaleźć w piwnicach spodziewanej fortuny.

Tunel w bloku, w okolicach Wojska Polskiego i Działkowej. Mimo krętych dróg, jakimi poruszały się poszczególne grupki, i tu trzeba było się przepychać między zawodnikami, by dostać ukryte na każdym punkcie elementy szyfru. Nic się na razie z tego nie układa. Może więc skoczyć na bonus w okolice Toru?

Herbapol, ul. Adama. Tak się składa, że w tym kierunku jadę tylko ja i właściciel tego wspaniałego imienia. Na miejscu zagadka związana z kalendarzem Majów. Jak zawsze po wysiłku myśli się mi doskonale, ale ostatecznie udało się rozwiązać "zadanie dla gimnazjalistów" i wykluczając trzy zmyłkowe lokalizacje poznać miejsce ukrycia pierwszego bonusu.

"Mury" przy skrzyżowaniu Monte Cassino i Plantowej. Zanim jednak tam dojadę, jeszcze przed ul. Andrzeja orientuję się, że zgubiłem wszystkie trzy kartki manifestu. Zawracam, ale nic z tego. Kartki zniknęły na dobre. Nie ma więc innego wyjścia, jak dogonić Adama i pilnować go aż do mety. Spieszę się więc, żeby złapać przewodnika na punkcie przy Łącznicy, bo potem mógłby być poważny problem. Czerwone mrugające pomaga mi trafić na miejsce. Po chwili zjawia się tam także Kemot. Pada szalony pomysł, by dalsze punkty brać od końca. Czemu nie, w końcu wystarczy tylko odszyfrować miejsce mety. Przed nami więc szosowy odcinek do Otrębus.

Opuszczona mleczarnia. "To w tym zakładzie były pierwsze przecieki na temat skarbu." Nie jestem pewien, ale wyczuwam tu jakieś aluzje do melaminy. Zostawmy to sobie na osobną eksplorację.

Opuszczona siedziba "Mazowsza". No... myślę, jakaś świeża wiadomość. Sygietyński pewnie się w grobie poruszy, jak wyjdzie nowy WaypointPress. Jedziemy zobaczyć, ile zostało z Karolina. Na pierwszy rzut oka nie widać jednak zmian. Pan w stróżówce ogląda właśnie "Tancerzy" w TVP2, pies wręcz nadaktywny a sam budynek wcale nie straszy pustką. Może ochrona zgarnęła alleyowe karteczki? Wracamy do ul. Poziomki, z zamiarem ataku na Strzeniówkę. Adam jednak bardzo nalega na zbadanie ruiny przy skrzyżowaniu z Malinową. Po chwili wraca z kluczem, być może do skarbu. A więc to jednak tutaj zaczynało "Mazowsze". Zadziwiające w jakich warunkach musiały się odbywać pierwsze próby.

Strzeniówka. Zaniedbany dom. Przed dotarciem na prawidłową Kazimierzowską, poznaliśmy dokładnie zabudowania na Jaskółczej. Aż dziwne, że nie zaniepokoiło to mieszkańców. Na Kazimierzowskiej telefon od Magdy. Potrzebuje kogoś do pomocy na mecie, ale niestety nie możemy jej pomóc, bo nadal nie wiemy, gdzie się ona znajduje. Z mroku wyłaniają się dwie dziewczyny. Mijamy je, ale gdy okazuje się, że nic tu nie ma, wracamy żeby pogadać.

- Gdzie tu jest taki najbardziej zaniedbany dom?
- Jedziecie na imprezę? Do końca, asfaltem i za mostkiem w lewo.
Wygląda na to, że znają dom Gruszków.
- A bliżej?
Z ciemności wychodzi jeszcze dwóch chłopaków. To samo pytanie.
- ...taka totalna ruina - uzupełniam.
- Nie kojarzę, ale pod moim domem ktoś zawiesił te kartki i jeszcze jakieś wstążki na drzewie. Do tego kręcą się tam ciągle jacyś rowerzyści.
Wszystko jasne. Przed nami stał oto mieszkaniec "najbardziej zaniedbanego" i trzymał w ręku alleyowe karteczki.
- To nasze - zabraliśmy po jednej, a resztę zawiesiliśmy na płocie.

Ciekawe, czy kolega zorientował się już, o której ruinie była wcześniej mowa. Nie czekając jednak na rozwój wypadków, pożyczyliśmy im udanej imprezy i ruszyliśmy na wschód. Dosięgnął nas jeszcze tylko komentarz "Podchody! Ale jazda!" i zniknęliśmy w zupełnych ciemnościach, jakie panowały w tamtej okolicy.

Zagroda z ulami. Dojeżdżamy w ich okolice. Na miejscu jest już zrezygnowana ekipa z Basią, Kosem, DNFem, Kaczorami i Tomkiem. "Nie ma szans na ule, przecież to las." Odjeżdżają a my wbijamy się w las. Gęsto i sprawa wydaje się po prostu beznadziejna. W końcu jednak Adam natrafia na odblaskowe strzępy na początku jednej ze ścieżek. Okazuje się, że niedaleko jest niewielka polana a na niej królestwo pszczół, oczywiście opuszczone...

Drzewo nad zakrętem rzeki, okolice działek w Komorowie. Przychodzi na mnie niełatwa próba - jazda szosówką po lesie. Bez oświetlenia. Co jakiś czas wpadam w niewidoczne dla mnie ruchome piaski. Potem przyszła kolej na wilcze doły. Jest dobrze, ale nie ma tragedii. W końcu dojeżdżamy do miejsca z mapy. Daleka metafora "rzeki", a raczej zarośnięty rów. Oprócz porzuconego tu przez wcześniejszą grupę fragmentu mapy jest także osiem zaszyfrowanych liter, które powinny dać nam miejscowość mety. Nic nam to na razie nie mówi, więc jedziemy na ostatni punkt.

Filmowa w Komorowie. Okazuje się, że w sprawę zamieszani są tak zwani artyści. Jakoś udaje się z nimi dojść do porozumienia i dostajemy ostatnią część szyfru. Kombinujemy na różne sposoby, ale widać "tłumaczenie" z majowego na nasz nie wyszło zbyt dobrze. Dzwonimy do Magdy, czy z szyfrem wszystko w porządku. Okazuje się, że musi być dobrze i nie dostaniemy dodatkowych wskazówek. Po ilości liter wychodzi Pruszków albo Otrębusy. Jedziemy do Otrębus, bo w tym wyrazie zgadza się więcej liter... Adam proponuje sprawdzenie pewnego miejsca ogniskowego w lesie, bo składanie nazwy ulicy wydaje się nam już jakieś niefajne.

Trafione. Na mecie jest już spora grupka zawodników, ze zwycięzcą Kemotem. Było już mocno po pierwszej, kiedy emocje opadły na tyle, że można było dogasić doglądane przez Dyźka ognisko i wracać z polowania. Jeśli chodzi o skarb to przyznam, że tak naprawdę nie wiem, co o tym myśleć. Tomek co prawda rozbroił skrzynię i dostał się do czekoladowego środka, a Kaczor otworzył rowerowego U-locka, ale wydaje się mi, że coś jednak zdarzyło się nam przeoczyć...

Gratuluję Magda znakomitego pomysłu! Dzięki za świetną zabawę. Adamowi natomiast dzięki za współpracę i wspólną jazdę!

Grzesiek

Wybierz rok:

Wybierz miasto:

Następny alleycat odbędzie się w przyszłości...
Puchar Alleypiasta
Podsumowanie alleycatów odbywających się w danym sezonie.
Alleycat to nieformalne zawody rowerowe. W tym wyścigu bardziej liczy się spryt niż sprawność fizyczna...