Alleycaty

W ogniu

Otwock, 14.07.2012

» Relacja Agresta

Rok od stworzenia świata 5699 był to rok, w którym liczne znaki na niebie pozbawiały resztek optymizmu ostatnich rzeczników pokoju. Miał to być również rok niezwykle ciężkich doświadczeń dyrektora Zakładu Psychiatrycznego "Zofiówka" w Otwocku, doktora W. L. Frostiga, który - jak można sądzić z serii nieszczęść, jakie go nagle dotknęły - najwidoczniej kończył właśnie cykl siedmiu lat tłustych.

Albowiem dokładnie siedem lat wcześniej, dzięki nowatorskim metodom leczenia schizofrenii wstrząsami insulinowymi, doktor Frostig zdobył szerokie uznanie w środowisku psychiatrów oraz posadę dyrektora w renomowanym szpitalu dla elit. Otworzyło to przed nim szeroko nowe możliwości. Znany w środowisku z przywiązania do religii, w naturalny sposób nawiązał współpracę z towarzystwem pogrzebowym "Ostatnia Posługa". Zgodnie z przepisami religijnymi zmarły powinien być pochowany w dniu, w którym nastąpił zgon. Stało to w sprzeczności z przepisami państwowymi, które zezwalały na grzebanie zwłok najwcześniej po upływie dwudziestu czterech godzin. Doktor Frostig znalazł sposób, aby zadośćuczynić wszystkim formalnościom, zyskując jednocześnie satysfakcję finansową.

W tym czasie również małżonka doktora z powodzeniem pomnażała rodzinny majątek. W nieznany bliżej sposób zdołała przejąć sześć okazałych drewnianych willi, a następnie utworzyć w nich sieć pensjonatów.

Niespodziewanie jednak wiosną owego pamiętnego roku sprawy przybrały zły obrót. Doktorowi F. postawiono zarzut wystawiania in blanco zaświadczeń zgonu. Reakcja państwa Frostigów była natychmiastowa. Pensjonaty zbyto zaufanym osobom, a zgromadzony przez lata niemały majątek wymieniono na złoto.

W chwili, gdy pospieszne a skryte przygotowania do ratunkowej podróży w jedną stronę były już zakończone, państwo Frostigowie otrzymali kolejny cios. Jednej nocy z ich mieszkania zniknął cały dorobek życia. Zniknęło między innymi pochodzące ze sprzedaży pensjonatów złoto. W ten prosty sposób sześciu przedsiębiorczych nabywców nieruchomości pani Frostig w ciągu tygodnia podwoiło swój majątek.

Tymczasem wybuch wojny, powodując nagły wzrost wartości metalu z najszlachetniejszego kruszcu a także pewien szczególny wzrost niepewności wśród ludzi z towarzystwa, skłonił grono sześciu do zabezpieczenia kosztowności i ukrycia ich w dokładnie przemyślany sposób wewnątrz drewnianych budynków. Po wojnie grono dawnych znajomych doktora, spotykające się nadal w każdy piątek na swoich tajemniczych obrzędach, w obliczu nowych niebezpieczeństw postanowiło przekazać budynki pod opiekę urzędu bezpieczeństwa. Zresztą ich zaangażowanie w służbę państwu nie miało jedynie materialnego wymiaru. Ich domy stały się ich miejscem pracy. Sytuacja zmieniła się cztery lata po wojnie, kiedy to wskutek narastającej w kraju ogólnej atmosfery nieufności, szczęście nagle odwróciło się od grupy sześciu tak zdecydowanie, że konieczne stały się niebudzące wątpliwości paszporty. W ten sposób, dziesięć lat po wyjeździe doktora, cała siódemka znalazła się za oceanem.

W nowej rzeczywistości dawni kontrahenci pani Frostig, dzięki wsparciu podobnych sobie osób, znów poczuli pełnię możliwości. Wykorzystując wrodzone zdolności, odzyskali wcześniejszą swobodę finansową. Pamięć o utraconym majątku przetrwała jednak, przekazywana na rodzinnych wieczorach przy świecach.

Kilka lat później...

Noc 4 maja okazała się dla pogrążonych w świątecznej atmosferze Dnia Strażaka otwockich poskromicieli pożarów równie dramatyczna, co los, jaki spotkał ich patrona dokładnie 1708 lat wcześniej. O 3:05 w siedzibie przy Mieszka I zadzwonił telefon: Płonie drewniany budynek przy ulicy Marusarzówny. Niestety, wiadomość ta zastała strażaków w stanie głębokiej obojętności i tylko dzięki przytomności sąsiadów pogorzelca, ogień nie strawił budynku w całości.

W tym czasie na pobliskich stawach opodal oczyszczalni trwały nocne zawody wędkarskie. W szranki stanęły same grube ryby. Widziano zapalonego wędkarza Bolesława, niezwykle stroskaną panią Beatę oraz jednojajowe rodzeństwo Tupacz. Obowiązki gospodarza przyjęła na siebie pomorska firma Schwarzgold. Właściwa okolicznościom wyciszona atmosfera połowu sprzyjała dyskretnym rozmowom.

Na ich efekty nie trzeba było długo czekać. Blady świt wtorku 8 maja przywitał mieszkańców ulicy Kościuszki złotą łuną...

Wieczorem następnego dnia, kiedy już całe miasto wyczulone było na widok i zapach dymu, na działce u zbiegu Warszawskiej i Willowej widziano sześciu mężczyzn biegających wokół wysokiego ogniska i zawodzących w jakimś nieznanym języku. Policja nie reagowała.

Nie trzeba było dużo czekać na dalszy rozwój wypadków. Po pożarze przy Jana Pawła II, feralnej nocy 13 maja, przyjmujący zgłoszenia telefonista z Mieszka I zauważył dziwną zgodność czasu zawiadomień i kalendarza księżycowego. Od tej pory każdemu wschodowi i zachodowi księżyca towarzyszyły w strażackiej dyżurce nerwowe chwile.

Czwarte zdarzenie miało miejsce nocą 15 maja, według tego samego systemu. Piąty pożar wprawił strażaków w pewne zakłopotanie, ponieważ łamiąc dotychczasową praktykę, wystąpił w środku dnia. Liczne już grono bezdomnych pogorzelców chwaliło sobie jednak to szczęśliwe zrządzenie losu, dzięki któremu mogli bez przeszkód wysłuchać wykładu przybyłego z USA profesora Krawczyka na temat nowoczesnego budownictwa mieszkaniowego. Przebieg spotkania zakłóciło dramatyczne wystąpienie delegata stowarzyszenia Zielony Otwock. Już pierwsze słowa "Szukajcie prawdy jasnego płomienia!" odbiły się niesmakiem na twarzach pogorzelców. Końcówkę zaś przyjęto z zażenowaniem i rezygnacją:

"Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść;
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy,
I miłość ludzka stoi tam na straży,
I wy winniście im cześć!"

Na zamykający serię, szósty pożar przy ulicy Asnyka trzeba było czekać zaledwie pięć dni.

Agrest

Wybierz rok:

Wybierz miasto:

Następny alleycat odbędzie się w przyszłości...
Puchar Alleypiasta
Podsumowanie alleycatów odbywających się w danym sezonie.
Alleycat to nieformalne zawody rowerowe. W tym wyścigu bardziej liczy się spryt niż sprawność fizyczna...